Miała na imię Michelle. Wszyscy mówili na nią Hope. Zawsze dobrze się uczyła. Nikt nie mógł jej zarzucić, że nie. Była silna, nie zważała na słowa innych. Była lubiana w szkole, miała kilku przyjaciół. Ale to było dawno. Kiedy miała 10 lat, wszystko się zespuło. Jej matka zmarła na zawał. Była pogrążona w smutku i żałobie. Miała 10 lat, a tak wiele rozumiała. Więcej niż ktokolwiek inny. Ojciec zaczął pić. Coraz częściej ją wyzywał, szantażował...Jej brat, kilka lat starszy, już w wieku 16 lat zabił człowieka. Trafił wtedy na 10 lat do więzienia. Kiedy wyszedł, dalej pił. Chyba nie trzeba wspominać, że przed tym wszystkim pił także. Nikt nie dawał jej miłości i nadzieji na nic, nawet wtedy, kiedy tak bardzo tego potrzebowała...
Mijały lata. Miała już 23 lata. Ojciec nadal ją szantażował, coraz bardziej. Pewnie chodzi wam po głowie myśl 'Była dorosła. Dlaczego nie ułożyła sobie życia sama?!' Ale to nie było takie proste...Chociaż tak brzmi...
Na szczęście nadszedł ten dzień. Spotkała go. Spotkała chłopaka, który ją pokochał. Miał na imię Zayn. Odwzajemniała oczywiście jego uczucia, byli razem...Pomógł jej uporać się z nałogiem samookaleczania się, pomógł jej normalnie funkcjonować. Był ubogi, tak jak ona. Ale liczyło się tylko to uczucie.
***
-Hej Zayn!
-Hej Hope!
Na powitanie pocałowali się.
-Idziemy na spacer? Jakoś dawno nie byłam. - uśmiechnęła się, a jemu zmiękły kolana.
-Jasne.
Poszli w stronę parku. Chodzili, gadali, śmiali się ze wszystkiego. Hope zapomniała o wszystkim, o problemach...Liczył się w tej chwili on. I tylko ON.
W pewnej chwili przystanęła.
-Zayn?
-Słucham?
-Wyjedźmy.
-Jak to? - nie dowierzał.
-Wyjedźmy. Aby nikt nas nie znalazł.
-A-ale...Co z twoim ojcem?
-Dam radę. Poszedł gdzieś dziś rano i powiedział, że wraca jutro wieczorem. Nawet jak wróci wcześniej, to zdążę się szybko teraz spakować. - lekko się uśmiechnęła na myśl o ucieczce.
-Okej...Ale jak my to zrobimy? - zmarszczył czoło.
-Zamów bilety na lot. Mam prawie dwa tysiące oszczędności. Ty chyba też coś masz. Zabierz kilka najpotrzebniejszych rzeczy, ale tylko kilka i pieniądze. Zaczniemy życie od nowa! - zaciągnęła się powietrzem i okręciła wokół własnej osi.
-Okej. Spotykamy się tu. - puslił jej oczko i pocałował. Po chwili rozeszli się w strony swoich domów.
Weszła. Wyciągnęła walizkę. Spakowała kilka potrzebnych rzeczy. W tym czasie on zamówił bilety i także się spakował. Ona dopinała walizkę. Już wychodziła z domu kiedy dostrzegła znajomą twarz; oczywiście nie był to kto inny jak jej ojciec. Zaczął na nią krzyczeć, przeklinać, język mu się plątał od nadmiaru alkocholu we krwi. Uderzył ją. Kolejny raz/ Wykorzystał jak zwykle. Nie wytrzymała. Kiedy poszedł do swojego pokoju ona płakała. Poszła do niego. Spał. Wzięła nóż z kuchni. Wahała się, drżała, była roztrzęsiona, ale podeszła i wbiła mu ostrze w plecy. Zapłakała. Znów wyjęła nóż i ponownie wbiła. Zrobiła tak kilka razy. Rozpłakała się na dobre. Wybiegła z domu. Poszła w to miejsce. Jego jeszcze nie było. Czekała, aż w końcu zobaczyła podjeżdżający samochód, taki sam jak jego. Wsiadła. Ale po zrobieniu tego ujrzała to, czego się nie spodziewała. Trzech policjantów. Zabrali ją do aresztu. Podobno ktoś ich wezwał na miejsce zbrodni. Płakała, wzięli ją na 5 lat. On myślał, że go wystawiła, poszedł do jej domu, nikogo tam nie było. No i tyle...Siedziała.
Minęły 3 lata. Siedziała dalej, cały czas płakała. Ogrzewała się tylko przy świecy, bo nie miała nic innego...
On myślał o tym wszystkim. Nie wiedział, że ona jest w więzieniu. Myślał, że go wystawiła...Jednak dalej ją kochał.
Brat Michelle codziennie obwiniał ją za to, że teraz nie dostaje renty za swojego ojca. Był na nią wkurzony, i to bardzo. Przygarnął go za grosze koleś z sąsiedztwa, taki sam, jak owy brat Hope - drań, który zabija za marne kilka złotych. Codziennie myślał co zrobić. Myslał o coraz to gorszych rzeczach, aż wreszcie wymyślił...Jednak to nie było to, czego ktokolwiek normalny by chciał.
Wreszcie! To dziś! Dziś ten dzień! Wypuścili ją! Wyszła z aresztu. Przez chwilę jeszcze była przygnębiona; nie miała dokąd wrócić, nie miała pieniędzy, jednym słowem - nic. Była prawie pewna, że Malik ją wystawił...Ale miała nadzieję. Bo przecież nadzieja to według niej największa siła...
Zawiał lekki wietrzyk. Dochodziła właśnie do swojego osiedla. Uśmiechnęła się lekko czując gęsią skórkę na jej delikatnym ciele. Zapomniała o wszystkim, kiedy właśnie ktoś wyrwał ją ze świata marzeń...
Jej brat. Coś wymamrotał do niej, najwidoczniej pijany - to dla niej nie nowość. Ale, zaraz...On miał coś w ręku...Po chwili usłyszała tylko stłumiony krzyk, przepełniony bólem i żalem. To pierwsze czuła właśnie teraz; przeszywający ból w klatce piersiowej. Ale to tylko na chwilkę - po chwili była ulga i ciemność...
Ta historia kończy się dość tragicznie. Słodka, niewinna i cicha Hope zmarła. Za swoje złe czyny wcale źle nie zapłaciła; Bóg wiedział, że prędzej czy później i tak by to się stało. Co najważniejsze - ona tego żałowała. Wiedziała, że to był jej ojciec, który kiedys ją kochał, ale poprostu przestał...Trudno. Teraz już jest tam na górze. Nie pozwoliła Zaynowi zrobić nic głupiego. był dla niej zbyt ważny...A on, do końca życia wierny tylko jej, przychodził na jej grób, codziennie zostawiając na nim jej ulubioną czerwoną różę.
On myślał o tym wszystkim. Nie wiedział, że ona jest w więzieniu. Myślał, że go wystawiła...Jednak dalej ją kochał.
Brat Michelle codziennie obwiniał ją za to, że teraz nie dostaje renty za swojego ojca. Był na nią wkurzony, i to bardzo. Przygarnął go za grosze koleś z sąsiedztwa, taki sam, jak owy brat Hope - drań, który zabija za marne kilka złotych. Codziennie myślał co zrobić. Myslał o coraz to gorszych rzeczach, aż wreszcie wymyślił...Jednak to nie było to, czego ktokolwiek normalny by chciał.
Wreszcie! To dziś! Dziś ten dzień! Wypuścili ją! Wyszła z aresztu. Przez chwilę jeszcze była przygnębiona; nie miała dokąd wrócić, nie miała pieniędzy, jednym słowem - nic. Była prawie pewna, że Malik ją wystawił...Ale miała nadzieję. Bo przecież nadzieja to według niej największa siła...
Zawiał lekki wietrzyk. Dochodziła właśnie do swojego osiedla. Uśmiechnęła się lekko czując gęsią skórkę na jej delikatnym ciele. Zapomniała o wszystkim, kiedy właśnie ktoś wyrwał ją ze świata marzeń...
Jej brat. Coś wymamrotał do niej, najwidoczniej pijany - to dla niej nie nowość. Ale, zaraz...On miał coś w ręku...Po chwili usłyszała tylko stłumiony krzyk, przepełniony bólem i żalem. To pierwsze czuła właśnie teraz; przeszywający ból w klatce piersiowej. Ale to tylko na chwilkę - po chwili była ulga i ciemność...
Ta historia kończy się dość tragicznie. Słodka, niewinna i cicha Hope zmarła. Za swoje złe czyny wcale źle nie zapłaciła; Bóg wiedział, że prędzej czy później i tak by to się stało. Co najważniejsze - ona tego żałowała. Wiedziała, że to był jej ojciec, który kiedys ją kochał, ale poprostu przestał...Trudno. Teraz już jest tam na górze. Nie pozwoliła Zaynowi zrobić nic głupiego. był dla niej zbyt ważny...A on, do końca życia wierny tylko jej, przychodził na jej grób, codziennie zostawiając na nim jej ulubioną czerwoną różę.
_________________________________________________________
No, to tyle. Wiem, że to głupie jest i nikt nawet nie skomentuje, a jak już to hejty, ale proszę bez hejtów :) No, chciałam wam powiedzieć jeszcze raz. PIOSENKA BYŁA DLA MNIE TYLKO INSPIRACJĄ. Dodałam miłość i kilka innych elementów, które były potrzebne aby stworzyć imagina z którymś z chłonków 1D, ale inne elementy trwałe zostały. Kto wie z jakiej to piosenki? Jak tu będą 3 komenty to powiem ;33 No dobra, koniec. Tooooo paaaaaa ;)
~Mrs. Malik ♥
Hmm... Sądzę że.. nie.. Była chłodna ? Ta piosenka ? XDDD TU WIKTORIA XDDD Michelle.. Hmm XDD Hope.. HMMMMMMM XDDDDDDD
OdpowiedzUsuńHeh no raczej nie inaczej ;33 Michelle i Hope Ahhhh <33
Usuń