Niby tam se taki powrót był 2 mies. temu... ale nauki jest tyle że hoho.
Ja już nawet zapomniałam jak ja sie podpisywałam ? Nie ważne , zmieniam nazwe na
... / UszanowankoPieseła :33
No wienc... cza jakoś zaczondź nie ? XDDDDD NO TO .... DAJEMY HUEH XDD
________________________________________________________
Park jest niesamowitym miejscem , w nocy , taki ... pusty . Latarnie pięknie oświetlają
lekko to cudowne miejsce... Szłaś sama , ze swoimi myślami .
Pięknie jest marzyc , nieprawdaż ? Marzyc o tej osobie ... Tej najważniejszej ...
Lecz często marzenia pozostają marzeniami , są niespełniane , odstawiane na bok.
I tak było z tobą - marzenia pozostały marzeniami . Nie miałaś odwagi. Nie miałaś siły.
Przyzwyczaiłaś się już do ... tej samotności . Chciałabyś miec kogoś... tego kogoś kto
by cię podtrzymał , po prostu trzymał cię i nie pozwolił tobie upaśc , lecz nie masz kogoś takiego.
Upadłaś ... już dawno . I do teraz nie możesz się podnieśc ... nie potrafisz. Twoje życie
wypełnione jest bólem ... Z twoich oczu często płyną strumienie łez .. Zaznaczają własną pojedyńczą
ścieżkę na twoich policzkach . Bałaś się oceny . Trzymałaś się zdala od ludzi , bo
bałaś się odrzucenia . Aż w pewnej chwili znalazłaś kogoś... [I.T.P.] zastąpiła tego kogoś.
Leżeli upadałaś ... upadała i ona . Nie chciałaś , by to robiła - mogła miec lepsze życie.
Ale chciała zostac z tobą .
Lecz.. ten ktoś , o kim była mowa , nie był nią zdecydowanie , wiedziała o tym.
Ale .. on mówiąc że go to nie obchodzi , może byc tylko przyjacielem - nie zdawał sobie sprawy
z tego , jak bardzo cię rani. Wkraczając w ten doroślejszy świat , nie wiedziałaś,
że życie jest tak ciężkie . Często po prostu nie potrafiłaś go unieśc.
Już nie potrafiłaś marzyc . Nie wiedziałaś , czy dalej go kochasz...
Ale jednak w głębi serca wiedziałaś, że nic sie nie zmieniło .. Z dnia na dzien kochałaś go
bardziej .. I tym samym cierpiałaś .
Miałaś wiele myśli o samobójstwie .. jednak [I.T.P] nie pozwalała ci na to .
Zawsze była przy tobie , zawsze była na czas ...
Po prostu była , i to cię cieszyło ..
Myśląc tak potknęłaś się o coś... lub o kogoś.
-Przepra... ~ urwałaś , ponieważ zobaczyłaś jego brązowe oczy .. Tak, to był on..
Szybko wstałaś i ominęłaś go , lecz poczułaś, że łapie cię za rękę . Twoje serce biło szybko..
-Uciekasz mi ? ~ Czy to serce potrafi bic szybciej ?!
-Eghm... .. ~ nie umiałaś nic z siebie wydusic ...
-To ja cię przepraszam . Ale za wszystko ... Ja... ~ znalazł się blisko.. bliżej i bliżej... Jednak serce potrafi
bic szybciej ... STOP !
-[T.I] Wszystko zrozumiałem... ~ jego oczy widocznie nie kłamały. Wpatrywał się w ciebie,
a ty nogi miałaś jak z waty , myślałaś, że zemdlejesz.
Odwróciłaś się i chcialaś odejśc szybko, żeby nie zauważył kolejnego
strumyka łez na twoich policzkach.. Jednak nie dawał za wygraną...
Kiedy znów na ciebie spojrzał ściągnął brwi ... I wytarł twoje łzy ..
Boże... to spojrzenie ..
Ciągle cofałaś się do tyłu ... lecz on podążał za tobą .. Nagle poczułaś , że już opierasz się
o jakieś pobliskie drzewo ... On znalazł się ... znów blisko ...
Tym razem nic nie mówił.. Po prostu przysunął się ..
-Z-Zayn .. ~ wyszeptałaś ...
Tylko popatrzył ci w oczy , i ...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
..
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
..
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
..
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Mama cię obudziła , i powiedziała , że jesteś już spóźniona do szkoły.
________________________________________________________
Z dedykacją dla... Mrs. Malik ... NIE MA ZA CO XDDDD
I don't know why I love you...
wtorek, 17 grudnia 2013
niedziela, 13 października 2013
Powrót ?
Imagin z Zajanem proszę ! :D
-----------------------------------------------------------------
Przez korony drzew przedzierały się pierwsze promienie porannego słońca.
Odchylając głowę do tyłu myślałaś o jego wczorajszym zachodzie. Wspomnienia uderzyły cię z wielką mocą , te piękne wczorajsze wspomnienia.
Czemu ta chwila nie mogła trwac wiecznie ? Gołymi stopami szłaś po porannej rosie .Wilgoc
przyjemnie podrażniała twoją łagodną skórę. Dlaczemu chodziłaś tak rano? Szukając odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania...
Lecz na to pytanie ty szukaj odpowiedzi , rano.
Kochałaś tę porę roku, kochałaś liście , lekki chłód przeszywający twoje ciało ,
zimny wietrzyk. Żółty liśc wpadł Ci we włosy, wokół ciebie latało ich tysiące :
żółte, pomarańczowe, czerwone , pomieszane..
Myśląc o tym 'małym świecie' wpadłaś na coś/kogoś.
Czy to było przeznaczenie ?
Przestraszonymi oczami lustrowałaś osobę, która patrzyla na Ciebie pewnie, swoimi mocno czekoladowymi oczami.
Jego czarne włosy zachwiały się lekko na wietrze , czarna kurtka rozsunęła się na boki.
Zimno coraz bardziej dawało o sobie znac. Usłyszałaś szept słów,
między którymi usłyszałas swoje imię.
Skąd je znał ?
Jak długo mogła trwac ta chwila ? Nie wiesz.
Ta chwila odmieniła życie. Jeśli czegoś nie rozumiesz... szukaj odpowiedzi w porannych promieniach słońca, lub chłodnym jesiennym wietrze.
Sądzisz, że ta historia nie ma prawa się skończyc ?
POCZĄTEK .
poniedziałek, 7 października 2013
Powrót!
Mrs. Malik powraca prosze państwa!!! :D I ma dla was imagina nowej generacji, lolz :D I od razu mówię , nie jest ściagnięty, tylko INSPIROWANY piosenką. Hmm, ciekawe, kto wie jaką? :D
Miała na imię Michelle. Wszyscy mówili na nią Hope. Zawsze dobrze się uczyła. Nikt nie mógł jej zarzucić, że nie. Była silna, nie zważała na słowa innych. Była lubiana w szkole, miała kilku przyjaciół. Ale to było dawno. Kiedy miała 10 lat, wszystko się zespuło. Jej matka zmarła na zawał. Była pogrążona w smutku i żałobie. Miała 10 lat, a tak wiele rozumiała. Więcej niż ktokolwiek inny. Ojciec zaczął pić. Coraz częściej ją wyzywał, szantażował...Jej brat, kilka lat starszy, już w wieku 16 lat zabił człowieka. Trafił wtedy na 10 lat do więzienia. Kiedy wyszedł, dalej pił. Chyba nie trzeba wspominać, że przed tym wszystkim pił także. Nikt nie dawał jej miłości i nadzieji na nic, nawet wtedy, kiedy tak bardzo tego potrzebowała...
Mijały lata. Miała już 23 lata. Ojciec nadal ją szantażował, coraz bardziej. Pewnie chodzi wam po głowie myśl 'Była dorosła. Dlaczego nie ułożyła sobie życia sama?!' Ale to nie było takie proste...Chociaż tak brzmi...
Na szczęście nadszedł ten dzień. Spotkała go. Spotkała chłopaka, który ją pokochał. Miał na imię Zayn. Odwzajemniała oczywiście jego uczucia, byli razem...Pomógł jej uporać się z nałogiem samookaleczania się, pomógł jej normalnie funkcjonować. Był ubogi, tak jak ona. Ale liczyło się tylko to uczucie.
Miała na imię Michelle. Wszyscy mówili na nią Hope. Zawsze dobrze się uczyła. Nikt nie mógł jej zarzucić, że nie. Była silna, nie zważała na słowa innych. Była lubiana w szkole, miała kilku przyjaciół. Ale to było dawno. Kiedy miała 10 lat, wszystko się zespuło. Jej matka zmarła na zawał. Była pogrążona w smutku i żałobie. Miała 10 lat, a tak wiele rozumiała. Więcej niż ktokolwiek inny. Ojciec zaczął pić. Coraz częściej ją wyzywał, szantażował...Jej brat, kilka lat starszy, już w wieku 16 lat zabił człowieka. Trafił wtedy na 10 lat do więzienia. Kiedy wyszedł, dalej pił. Chyba nie trzeba wspominać, że przed tym wszystkim pił także. Nikt nie dawał jej miłości i nadzieji na nic, nawet wtedy, kiedy tak bardzo tego potrzebowała...
Mijały lata. Miała już 23 lata. Ojciec nadal ją szantażował, coraz bardziej. Pewnie chodzi wam po głowie myśl 'Była dorosła. Dlaczego nie ułożyła sobie życia sama?!' Ale to nie było takie proste...Chociaż tak brzmi...
Na szczęście nadszedł ten dzień. Spotkała go. Spotkała chłopaka, który ją pokochał. Miał na imię Zayn. Odwzajemniała oczywiście jego uczucia, byli razem...Pomógł jej uporać się z nałogiem samookaleczania się, pomógł jej normalnie funkcjonować. Był ubogi, tak jak ona. Ale liczyło się tylko to uczucie.
***
-Hej Zayn!
-Hej Hope!
Na powitanie pocałowali się.
-Idziemy na spacer? Jakoś dawno nie byłam. - uśmiechnęła się, a jemu zmiękły kolana.
-Jasne.
Poszli w stronę parku. Chodzili, gadali, śmiali się ze wszystkiego. Hope zapomniała o wszystkim, o problemach...Liczył się w tej chwili on. I tylko ON.
W pewnej chwili przystanęła.
-Zayn?
-Słucham?
-Wyjedźmy.
-Jak to? - nie dowierzał.
-Wyjedźmy. Aby nikt nas nie znalazł.
-A-ale...Co z twoim ojcem?
-Dam radę. Poszedł gdzieś dziś rano i powiedział, że wraca jutro wieczorem. Nawet jak wróci wcześniej, to zdążę się szybko teraz spakować. - lekko się uśmiechnęła na myśl o ucieczce.
-Okej...Ale jak my to zrobimy? - zmarszczył czoło.
-Zamów bilety na lot. Mam prawie dwa tysiące oszczędności. Ty chyba też coś masz. Zabierz kilka najpotrzebniejszych rzeczy, ale tylko kilka i pieniądze. Zaczniemy życie od nowa! - zaciągnęła się powietrzem i okręciła wokół własnej osi.
-Okej. Spotykamy się tu. - puslił jej oczko i pocałował. Po chwili rozeszli się w strony swoich domów.
Weszła. Wyciągnęła walizkę. Spakowała kilka potrzebnych rzeczy. W tym czasie on zamówił bilety i także się spakował. Ona dopinała walizkę. Już wychodziła z domu kiedy dostrzegła znajomą twarz; oczywiście nie był to kto inny jak jej ojciec. Zaczął na nią krzyczeć, przeklinać, język mu się plątał od nadmiaru alkocholu we krwi. Uderzył ją. Kolejny raz/ Wykorzystał jak zwykle. Nie wytrzymała. Kiedy poszedł do swojego pokoju ona płakała. Poszła do niego. Spał. Wzięła nóż z kuchni. Wahała się, drżała, była roztrzęsiona, ale podeszła i wbiła mu ostrze w plecy. Zapłakała. Znów wyjęła nóż i ponownie wbiła. Zrobiła tak kilka razy. Rozpłakała się na dobre. Wybiegła z domu. Poszła w to miejsce. Jego jeszcze nie było. Czekała, aż w końcu zobaczyła podjeżdżający samochód, taki sam jak jego. Wsiadła. Ale po zrobieniu tego ujrzała to, czego się nie spodziewała. Trzech policjantów. Zabrali ją do aresztu. Podobno ktoś ich wezwał na miejsce zbrodni. Płakała, wzięli ją na 5 lat. On myślał, że go wystawiła, poszedł do jej domu, nikogo tam nie było. No i tyle...Siedziała.
Minęły 3 lata. Siedziała dalej, cały czas płakała. Ogrzewała się tylko przy świecy, bo nie miała nic innego...
On myślał o tym wszystkim. Nie wiedział, że ona jest w więzieniu. Myślał, że go wystawiła...Jednak dalej ją kochał.
Brat Michelle codziennie obwiniał ją za to, że teraz nie dostaje renty za swojego ojca. Był na nią wkurzony, i to bardzo. Przygarnął go za grosze koleś z sąsiedztwa, taki sam, jak owy brat Hope - drań, który zabija za marne kilka złotych. Codziennie myślał co zrobić. Myslał o coraz to gorszych rzeczach, aż wreszcie wymyślił...Jednak to nie było to, czego ktokolwiek normalny by chciał.
Wreszcie! To dziś! Dziś ten dzień! Wypuścili ją! Wyszła z aresztu. Przez chwilę jeszcze była przygnębiona; nie miała dokąd wrócić, nie miała pieniędzy, jednym słowem - nic. Była prawie pewna, że Malik ją wystawił...Ale miała nadzieję. Bo przecież nadzieja to według niej największa siła...
Zawiał lekki wietrzyk. Dochodziła właśnie do swojego osiedla. Uśmiechnęła się lekko czując gęsią skórkę na jej delikatnym ciele. Zapomniała o wszystkim, kiedy właśnie ktoś wyrwał ją ze świata marzeń...
Jej brat. Coś wymamrotał do niej, najwidoczniej pijany - to dla niej nie nowość. Ale, zaraz...On miał coś w ręku...Po chwili usłyszała tylko stłumiony krzyk, przepełniony bólem i żalem. To pierwsze czuła właśnie teraz; przeszywający ból w klatce piersiowej. Ale to tylko na chwilkę - po chwili była ulga i ciemność...
Ta historia kończy się dość tragicznie. Słodka, niewinna i cicha Hope zmarła. Za swoje złe czyny wcale źle nie zapłaciła; Bóg wiedział, że prędzej czy później i tak by to się stało. Co najważniejsze - ona tego żałowała. Wiedziała, że to był jej ojciec, który kiedys ją kochał, ale poprostu przestał...Trudno. Teraz już jest tam na górze. Nie pozwoliła Zaynowi zrobić nic głupiego. był dla niej zbyt ważny...A on, do końca życia wierny tylko jej, przychodził na jej grób, codziennie zostawiając na nim jej ulubioną czerwoną różę.
On myślał o tym wszystkim. Nie wiedział, że ona jest w więzieniu. Myślał, że go wystawiła...Jednak dalej ją kochał.
Brat Michelle codziennie obwiniał ją za to, że teraz nie dostaje renty za swojego ojca. Był na nią wkurzony, i to bardzo. Przygarnął go za grosze koleś z sąsiedztwa, taki sam, jak owy brat Hope - drań, który zabija za marne kilka złotych. Codziennie myślał co zrobić. Myslał o coraz to gorszych rzeczach, aż wreszcie wymyślił...Jednak to nie było to, czego ktokolwiek normalny by chciał.
Wreszcie! To dziś! Dziś ten dzień! Wypuścili ją! Wyszła z aresztu. Przez chwilę jeszcze była przygnębiona; nie miała dokąd wrócić, nie miała pieniędzy, jednym słowem - nic. Była prawie pewna, że Malik ją wystawił...Ale miała nadzieję. Bo przecież nadzieja to według niej największa siła...
Zawiał lekki wietrzyk. Dochodziła właśnie do swojego osiedla. Uśmiechnęła się lekko czując gęsią skórkę na jej delikatnym ciele. Zapomniała o wszystkim, kiedy właśnie ktoś wyrwał ją ze świata marzeń...
Jej brat. Coś wymamrotał do niej, najwidoczniej pijany - to dla niej nie nowość. Ale, zaraz...On miał coś w ręku...Po chwili usłyszała tylko stłumiony krzyk, przepełniony bólem i żalem. To pierwsze czuła właśnie teraz; przeszywający ból w klatce piersiowej. Ale to tylko na chwilkę - po chwili była ulga i ciemność...
Ta historia kończy się dość tragicznie. Słodka, niewinna i cicha Hope zmarła. Za swoje złe czyny wcale źle nie zapłaciła; Bóg wiedział, że prędzej czy później i tak by to się stało. Co najważniejsze - ona tego żałowała. Wiedziała, że to był jej ojciec, który kiedys ją kochał, ale poprostu przestał...Trudno. Teraz już jest tam na górze. Nie pozwoliła Zaynowi zrobić nic głupiego. był dla niej zbyt ważny...A on, do końca życia wierny tylko jej, przychodził na jej grób, codziennie zostawiając na nim jej ulubioną czerwoną różę.
_________________________________________________________
No, to tyle. Wiem, że to głupie jest i nikt nawet nie skomentuje, a jak już to hejty, ale proszę bez hejtów :) No, chciałam wam powiedzieć jeszcze raz. PIOSENKA BYŁA DLA MNIE TYLKO INSPIRACJĄ. Dodałam miłość i kilka innych elementów, które były potrzebne aby stworzyć imagina z którymś z chłonków 1D, ale inne elementy trwałe zostały. Kto wie z jakiej to piosenki? Jak tu będą 3 komenty to powiem ;33 No dobra, koniec. Tooooo paaaaaa ;)
~Mrs. Malik ♥
sobota, 3 sierpnia 2013
Imagin
Imagin z Harrym
[t.i] siedziała znudzona, rysując na ławce zupełnie niezwiązane z lekcją obrazki, co jakiś czas podnosząc głowę i obserwując innych uczniów zajętych rozmową na mało interesujące ją tematy. Jakby chciała, żeby siedział obok niej ktoś z kim mogłaby porozmawiać, podczas gdy znienawidzony przez wszystkich nauczyciel wyjaśniałby nowe pojęcia, których definicje powinni zapisyw
ać w zeszytach. Niestety, dzieliła ławkę z osobą, której najbardziej nie chciała widzieć koło siebie. Obdarzony nieprzeciętną urodą chłopak o brązowych, kręconych włosach i dużych, zielonych oczach podobał jej się od pierwszego dnia, gdy tylko go zobaczyła. Chciała wtedy do niego podejść i się przedstawić, ale zauważyła go w otoczeniu kilku osób, które wciąż zamieniały jej życie w piekło, co skutecznie ją zniechęciło.
Wiele razy zastanawiała się ,dlaczego rówieśnicy jej nie akceptują, ale nie mogła znaleźć żadnego wyjaśnienia. Wydawało by się, że uroda i gruby portfel przyciągają wielu znajomych, ale nie w przypadku [t.i]. Większość dziewczyn zazdrościła jej idealnego, według nich, życia, a chłopcy dokuczali jej, żeby popisać się przed kolegami. Bolało ją to, ale starała się nie pokazywać prześladowcom słabości i znosić złośliwe docinki z największym honorem, na jaki było ją stać, w czasie, gdy w środku krzyczała z rozpaczy. Nie potrzebowała wiele, tylko tej jednej osoby, która zawsze by ją wysłuchała i doradziła. Taka osoba nazywana jest chyba przyjacielem.
Dorysowała ostatnie szczegóły karykatury siedzącej przed nią Liz i jeszcze raz przyjrzała się z zadowoleniem o wiele za dużemu, pryszczatemu nosowi, krzywymi, kaczymi nogami i potarganej fryzurze. Chociaż nie chciała przyznać tego sama przed sobą, miała talent do rysowania. Rysunków, które wyszły spod jej ołówka mógłby pozazdrościć nie jeden artysta.
- Blondyna znowu maluje? - [t.i] usłyszała za sobą znajomy głos, tak niespodziewanie, że aż podskoczyła, dodając ołówkowej Liz długą kreskę ciągnącą się przez szerokość jej głowy
Szybko zakryła rękami swoje dzieło, ale Harry sprawnie odsunął jej ręce i przyjrzał się rysunkowi.
- Kto to? - spytał rozbawiony, a [t.i] odwróciła głowę w przeciwną stronę - Mam jej powiedzieć?
Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, co zdziwiło Harrego. [t.i], którą znał, nigdy nikogo nie prosiła. Spojrzał na nią ze ściągniętymi brwiami, jakby zobaczył zupełnie nową osobę, a ona wykorzystała okazję. Szybko umoczyła palec w ślinie i zmyła rysunek z ławki. Kiedy Harry zorientował się, co robi, z malutkiej postaci zostały tylko dwa za duże buty i kawałek spodni.
- Proszę, powiedz. Nie masz już dowodu, a po ostatnim dowcipie wątpię, żeby uwierzyła ci na słowo - powiedziała wyzywająco, ponownie schyliła się nad ławką i zaczęła kolejny rysunek, tym razem nieprzedstawiający nikogo z klasy
- Panno [t.n], co panienka robi?
[t.i] podniosła głowę i szybkim ruchem ręki poprawiła opadającą na czoło grzywkę. Rozejrzała się po klasie. Wszystkie oczy wpatrywały się na zmianę, to w nią, to w nauczyciela, który przemierzał już klasę, żeby znaleźć się przy odpowiedniej ławce.
- Wie pani, że niszczenie mienia szkoły jest zabronione? - spytał profesor, przewracając leniwie kartki w zgniłozielonym dzienniku
- Nie niszczę mienia szkolnego - powiedziała odważnie [t.i], wstając z miejsca
Biolog zmierzył ją przenikliwym wzrokiem. Przez ostatnie trzydzieści lat, kiedy nauczał w tej szkole, żaden uczeń nie odważył się przemawiać do niego takim tonem.
- Tak? - podniósł głowę znad dziennika - Przed chwilą widziałem co innego. To prawda, jestem już stary, ale wzrok mam nadal sokoli
- Nikt nie ma zastrzeżeń do pańskiego wzroku, ale nie mogę się z panem zgodzić. Zawsze zmazuję swoje rysunki - powiedziała, akcentując ostatnie zdanie
Przez chwilę zapanowała tak rzadko spotykana w tej klasie cisza. Uczniowie nie chcieli przepuścić ani słowa z tej rozmowy, zastygli w bezruchu, wyczekując dalszego ciągu.
I wtedy, gdy wydawało się, że [t.i] wygrała dyskusję z profesorem, do rozmowy wtrąciło się większość klasy.
- Kłamstwa! Zawsze zostają na ławce! A widział pan, co ona robi, jak pan się odwróci?! - przekrzykiwali jeden drugiego
[t.i] uniosła głowę jeszcze wyżej. Nie płacz, nie płacz - powtarzała sobie w duchu, starając się jednocześnie zatrzymać cisnące się na policzki łzy.
- Panie Styles - zwrócił się profesor do milczącego dotychczas Harrego - Czy panna [t.n] zmywa swoje rysunki po skończeniu lekcji?
Harry rozejrzał się po klasie, po ludziach, dających mu spojrzeniem do zrozumienia, że ma skłamać, na niewyrażającą żadnych emocji twarz [t.i]. Spojrzał w oczy profesorowi.
- Ja zmywam za nią codziennie - powiedział pewnie
[t.i] uśmiechnęła się pod nosem. Nie spodziewała się, żeby największy wróg ją obronił. Byłaby bardzo zaskoczona, gdyby tak się stało.
- Szczerze mówiąc, tego się spodziewałem - mruknął nauczyciel, poruszając energicznie wysłużonym długopisem nad odpowiednią rubryką w dzienniku, wpisując w nią litery, których [t.i] nie udało się rozszyfrować. Nie przeszkodził mu nawet dźwięk obwieszczający koniec zajęć, a uczniowie, zamiast, jak co dzień, jak najszybciej wysypać się z klasy na zalane słońcem szkolne boisko, trwali w bezruchu, udając, że lekcja nadal trwa. Po kilku minutach, które według [t.i] trwały o wiele dłużej, niż powinny, profesor podniósł wzrok znad dziennika i przeniósł go na parę siedzącą przy ozdobionym przez [t.i] stoliku.
- Panienka [t.n] zostanie na przerwie i posprząta po sobie. A pan Styles udzieli jej wsparcia, skoro przez cały semestr był tak skory do pomocy - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem i oddalił się w stronę biurka, żeby pozbierać porozrzucane na nim rzeczy
Uczniowie powoli opuszczali klasę z nieco zawiedzionymi minami, zastanawiając się głośno, czemu [t.i] nie spotkała większa kara, a gdy wszystkie ławki zostały opuszczone, profesor pożegnał się pospiesznie i również wyszedł, uginając się pod ciężarem sterty podręczników.
- Zadowolony? - mruknęła [t.i], bardziej do siebie, niż do chłopaka, który, stojąc do niej tyłem, wrzucał książki do szkolnej torby
Starała się nie myśleć o brązowych, niesfornych lokach, na które miała teraz doskonały widok, ale nie było to łatwe zadanie. Harry potrząsał nimi przy każdym poruszeniu głową, nieświadomy, jak działa to na dziewczynę.
- Na co czekasz? - warknął, brutalnie wyrywając ją z krainy marzeń - Leć po jakąś ścierkę
- Podobno to ty zawsze robisz to za mnie, więc dzisiaj daję ci pole do popisu - założyła nogę na nogę i odwróciła wymownie wzrok w stronę świeżo startej tablicy
Nawet nie zauważyła, jak Harry znalazł się tuż nad nią i gwałtownym pociągnięciem za nadgarstek zmusił ją do wstania. Nie chcąc upaść, złapała się jego koszulki, a on zacisnął palce na jej ramionach. Syknęła z bólu, ale nie odepchnęła wbijających się w skórę paznokci.
- Spójrz na mnie, [t.n] - Harry nie podnosił głosu, ale [t.i] poznała po jego tonie, że nie należy mu się sprzeciwiać
Posłusznie przeniosła wzrok na jego oczy. Pomimo nieciekawej sytuacji, cieszyła się w duchu, że może podziwiać te zielone tęczówki z tak bliska. Gdyby tylko mogła w nie patrzeć codziennie...
- Jeszcze nigdy nie spotkałem tak beznadziejnej osoby, jak ty. Nie wiem, co sobie myślisz, igrając z nami wszystkimi, ale wiedz, że jesteś zerem. Jak taka szmata jak ty ma czelność z nami zadzierać?! Ze mną?! - wykrzyczał jej prosto w twarz, nie wiedząc nawet, że jej serce rozpada się właśnie na miliony obolałych kawałeczków.
Tylko nie płacz, tylko nie płacz. Nie płacz, idiotko, słyszałaś?! - powtarzała sobie w duchu, ale tym razem to nie pomagało. W jej oczach zbierał się powoli coraz więcej łez. Łez, których za wszelką cenę nie chciała pokazać Harremu. Pomyślała, żeby otrzeć je rękawem, ale natychmiast uświadomiła sobie, że chłopak na pewno by to zauważył.
- Słuchasz mnie? - syknął, wpatrując się w nią, ale ona zdawała się go nie słyszeć
Łzy w końcu zwyciężyły i przelały się na jej policzki, wyznaczając długie, czarne ślady z tuszu do rzęs. Harry otworzył szerzej oczy. Pyskata, arogancka dziewczyna, która zdawała się nienawidzić go od zawsze, właśnie się przed nim rozpłakała. Poruszał powoli ustami, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale nic nie przychodziło mu na myśl. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powiedzieć.
[t.i] wykorzystała zdziwienie Harrego i wyślizgnęła się z jego objęć. Nie oglądając się za siebie, zbiegła po schodach na najniższe piętro. Pchnęła drzwi do szatni, w której dopadła do swojej skrytki. Kiedyś, dawno temu, gdy jeden z uczniów stłukł piłką szybę w jednej z klas, schowała pod obluzowanym parapetem kilka odłamków szkła. Obiecała sobie, że zachowa je na specjalną okazję, kiedy będzie wiedziała, że nie wytrzyma w swojej skórze ani chwili dłużej i wydawało jej się, że ta chwila właśnie nastąpiła. Wiedziała, co myślą o niej inni, ale jeszcze nikt nie powiedział jej o tym w taki sposób. Choć Harry nie miał o tym pojęcia, kochała go całym swoim nastoletnim sercem, ale już dawno straciła nadzieję, że on kiedyś odwzajemni to uczucie. Czemu ktoś taki jak on, szkolna gwiazda, miałby zwrócić uwagę na kogoś takiego jak ona?
Jedną ręką podniosła obluzowany kawałek parapetu, drugą zaś wyszukała pod nim szczątków szyby. Od razu poczuła ciepłą krew, spływającą po zranionych palcach, szukających na oślep ostrych przedmiotów, ale to jej nie wystarczyło. Podciągnęła wysoko rękaw starej, sportowej bluzy i przytknęła szkło do skóry, na którą zaraz wylały się wąskie strumyki ciepłej cieczy. Zacisnęła mocniej wargi i wykonała jeszcze kilka głębokich zacięć.
- Tu jesteś, szukałem cię wszę... Co ty do cholery robisz?! - znienawidzony głos sprawił, że natychmiast wypuściła z rąk kawałek szkła, które upadło z brzdękiem na kafelki
Harry podbiegł do niej i uniósł delikatnie jej przedramię, na którym widniał świeżo wyryty napis perfect.
- Ale... dlaczego? - powiedział łamiącym się głosem, nadal przypatrując się uważnie ranom
[t.i] westchnęła.
- Dzięki tobie - szepnęła
- J-jak to dzięki mnie?
- Może bardziej by pasowało: przez ciebie? - wzruszyła ramionami
- Naprawdę? - spojrzał jej głęboko w oczy, ale ona natychmiast odwróciła wzrok. Nie wybaczyła sobie, że dała się znaleźć w takim stanie - Nawet nie wiem, jak mam ci...
[t.i] nie wytrzymała. Wyrwała rękę z uścisku Harrego i gwałtownie wstała z podłogi, cały czas mierząc go pełnym nienawiści wzrokiem.
- Ja cię kocham, nie zauważyłeś tego? - nie panowała nad emocjami - Tak, kocham największego chuja jakiego dane było mi poznać, ale ten chuj wciąż mnie poniża, żeby pokazać innym, jaki jest fajny!
Harry po raz kolejny tego dnia spojrzał na nią, jakby zobaczył zupełnie inną osobę.
- Wcale nie chciałem niczego pokazać! Myślałem, że to ty jesteś ,,ta zła”, wszyscy tak myśleli - [t.i] spojrzała na niego z niedowierzaniem - Zastanów się, przecież wciąż pyskujesz nauczycielom, potrafisz się nieźle odgryźć, no i jest jeszcze to - ściągnął mi bluzę, odkrywając niewidoczne dotąd tatuaże na ramionach
- Skąd o nich wiesz? - przeraziła się, ponieważ do tej pory uważała je za swój sekret
Harry wzruszył ramionami, ale zaraz spojrzał się znowu w oczy [t.i] z nieznaną jej dotąd czułością.
- A jeśli ten chuj też kocha tą dziewczynę, tylko nie przyznawał się, bo się jej bał?
- Kochasz mnie? - [t.i] nie dowierzała własnym uszom
Harry pokiwał głową, poczym wpił się zachłannie w usta [t.i].
------------------------------------------------------------------------------------------
via.Jakaś stronka na fb...
ŚWIETNY!!!! KOCHAM!!!!!
/ZmalikowanaForever<3
[t.i] siedziała znudzona, rysując na ławce zupełnie niezwiązane z lekcją obrazki, co jakiś czas podnosząc głowę i obserwując innych uczniów zajętych rozmową na mało interesujące ją tematy. Jakby chciała, żeby siedział obok niej ktoś z kim mogłaby porozmawiać, podczas gdy znienawidzony przez wszystkich nauczyciel wyjaśniałby nowe pojęcia, których definicje powinni zapisyw
ać w zeszytach. Niestety, dzieliła ławkę z osobą, której najbardziej nie chciała widzieć koło siebie. Obdarzony nieprzeciętną urodą chłopak o brązowych, kręconych włosach i dużych, zielonych oczach podobał jej się od pierwszego dnia, gdy tylko go zobaczyła. Chciała wtedy do niego podejść i się przedstawić, ale zauważyła go w otoczeniu kilku osób, które wciąż zamieniały jej życie w piekło, co skutecznie ją zniechęciło.
Wiele razy zastanawiała się ,dlaczego rówieśnicy jej nie akceptują, ale nie mogła znaleźć żadnego wyjaśnienia. Wydawało by się, że uroda i gruby portfel przyciągają wielu znajomych, ale nie w przypadku [t.i]. Większość dziewczyn zazdrościła jej idealnego, według nich, życia, a chłopcy dokuczali jej, żeby popisać się przed kolegami. Bolało ją to, ale starała się nie pokazywać prześladowcom słabości i znosić złośliwe docinki z największym honorem, na jaki było ją stać, w czasie, gdy w środku krzyczała z rozpaczy. Nie potrzebowała wiele, tylko tej jednej osoby, która zawsze by ją wysłuchała i doradziła. Taka osoba nazywana jest chyba przyjacielem.
Dorysowała ostatnie szczegóły karykatury siedzącej przed nią Liz i jeszcze raz przyjrzała się z zadowoleniem o wiele za dużemu, pryszczatemu nosowi, krzywymi, kaczymi nogami i potarganej fryzurze. Chociaż nie chciała przyznać tego sama przed sobą, miała talent do rysowania. Rysunków, które wyszły spod jej ołówka mógłby pozazdrościć nie jeden artysta.
- Blondyna znowu maluje? - [t.i] usłyszała za sobą znajomy głos, tak niespodziewanie, że aż podskoczyła, dodając ołówkowej Liz długą kreskę ciągnącą się przez szerokość jej głowy
Szybko zakryła rękami swoje dzieło, ale Harry sprawnie odsunął jej ręce i przyjrzał się rysunkowi.
- Kto to? - spytał rozbawiony, a [t.i] odwróciła głowę w przeciwną stronę - Mam jej powiedzieć?
Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, co zdziwiło Harrego. [t.i], którą znał, nigdy nikogo nie prosiła. Spojrzał na nią ze ściągniętymi brwiami, jakby zobaczył zupełnie nową osobę, a ona wykorzystała okazję. Szybko umoczyła palec w ślinie i zmyła rysunek z ławki. Kiedy Harry zorientował się, co robi, z malutkiej postaci zostały tylko dwa za duże buty i kawałek spodni.
- Proszę, powiedz. Nie masz już dowodu, a po ostatnim dowcipie wątpię, żeby uwierzyła ci na słowo - powiedziała wyzywająco, ponownie schyliła się nad ławką i zaczęła kolejny rysunek, tym razem nieprzedstawiający nikogo z klasy
- Panno [t.n], co panienka robi?
[t.i] podniosła głowę i szybkim ruchem ręki poprawiła opadającą na czoło grzywkę. Rozejrzała się po klasie. Wszystkie oczy wpatrywały się na zmianę, to w nią, to w nauczyciela, który przemierzał już klasę, żeby znaleźć się przy odpowiedniej ławce.
- Wie pani, że niszczenie mienia szkoły jest zabronione? - spytał profesor, przewracając leniwie kartki w zgniłozielonym dzienniku
- Nie niszczę mienia szkolnego - powiedziała odważnie [t.i], wstając z miejsca
Biolog zmierzył ją przenikliwym wzrokiem. Przez ostatnie trzydzieści lat, kiedy nauczał w tej szkole, żaden uczeń nie odważył się przemawiać do niego takim tonem.
- Tak? - podniósł głowę znad dziennika - Przed chwilą widziałem co innego. To prawda, jestem już stary, ale wzrok mam nadal sokoli
- Nikt nie ma zastrzeżeń do pańskiego wzroku, ale nie mogę się z panem zgodzić. Zawsze zmazuję swoje rysunki - powiedziała, akcentując ostatnie zdanie
Przez chwilę zapanowała tak rzadko spotykana w tej klasie cisza. Uczniowie nie chcieli przepuścić ani słowa z tej rozmowy, zastygli w bezruchu, wyczekując dalszego ciągu.
I wtedy, gdy wydawało się, że [t.i] wygrała dyskusję z profesorem, do rozmowy wtrąciło się większość klasy.
- Kłamstwa! Zawsze zostają na ławce! A widział pan, co ona robi, jak pan się odwróci?! - przekrzykiwali jeden drugiego
[t.i] uniosła głowę jeszcze wyżej. Nie płacz, nie płacz - powtarzała sobie w duchu, starając się jednocześnie zatrzymać cisnące się na policzki łzy.
- Panie Styles - zwrócił się profesor do milczącego dotychczas Harrego - Czy panna [t.n] zmywa swoje rysunki po skończeniu lekcji?
Harry rozejrzał się po klasie, po ludziach, dających mu spojrzeniem do zrozumienia, że ma skłamać, na niewyrażającą żadnych emocji twarz [t.i]. Spojrzał w oczy profesorowi.
- Ja zmywam za nią codziennie - powiedział pewnie
[t.i] uśmiechnęła się pod nosem. Nie spodziewała się, żeby największy wróg ją obronił. Byłaby bardzo zaskoczona, gdyby tak się stało.
- Szczerze mówiąc, tego się spodziewałem - mruknął nauczyciel, poruszając energicznie wysłużonym długopisem nad odpowiednią rubryką w dzienniku, wpisując w nią litery, których [t.i] nie udało się rozszyfrować. Nie przeszkodził mu nawet dźwięk obwieszczający koniec zajęć, a uczniowie, zamiast, jak co dzień, jak najszybciej wysypać się z klasy na zalane słońcem szkolne boisko, trwali w bezruchu, udając, że lekcja nadal trwa. Po kilku minutach, które według [t.i] trwały o wiele dłużej, niż powinny, profesor podniósł wzrok znad dziennika i przeniósł go na parę siedzącą przy ozdobionym przez [t.i] stoliku.
- Panienka [t.n] zostanie na przerwie i posprząta po sobie. A pan Styles udzieli jej wsparcia, skoro przez cały semestr był tak skory do pomocy - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem i oddalił się w stronę biurka, żeby pozbierać porozrzucane na nim rzeczy
Uczniowie powoli opuszczali klasę z nieco zawiedzionymi minami, zastanawiając się głośno, czemu [t.i] nie spotkała większa kara, a gdy wszystkie ławki zostały opuszczone, profesor pożegnał się pospiesznie i również wyszedł, uginając się pod ciężarem sterty podręczników.
- Zadowolony? - mruknęła [t.i], bardziej do siebie, niż do chłopaka, który, stojąc do niej tyłem, wrzucał książki do szkolnej torby
Starała się nie myśleć o brązowych, niesfornych lokach, na które miała teraz doskonały widok, ale nie było to łatwe zadanie. Harry potrząsał nimi przy każdym poruszeniu głową, nieświadomy, jak działa to na dziewczynę.
- Na co czekasz? - warknął, brutalnie wyrywając ją z krainy marzeń - Leć po jakąś ścierkę
- Podobno to ty zawsze robisz to za mnie, więc dzisiaj daję ci pole do popisu - założyła nogę na nogę i odwróciła wymownie wzrok w stronę świeżo startej tablicy
Nawet nie zauważyła, jak Harry znalazł się tuż nad nią i gwałtownym pociągnięciem za nadgarstek zmusił ją do wstania. Nie chcąc upaść, złapała się jego koszulki, a on zacisnął palce na jej ramionach. Syknęła z bólu, ale nie odepchnęła wbijających się w skórę paznokci.
- Spójrz na mnie, [t.n] - Harry nie podnosił głosu, ale [t.i] poznała po jego tonie, że nie należy mu się sprzeciwiać
Posłusznie przeniosła wzrok na jego oczy. Pomimo nieciekawej sytuacji, cieszyła się w duchu, że może podziwiać te zielone tęczówki z tak bliska. Gdyby tylko mogła w nie patrzeć codziennie...
- Jeszcze nigdy nie spotkałem tak beznadziejnej osoby, jak ty. Nie wiem, co sobie myślisz, igrając z nami wszystkimi, ale wiedz, że jesteś zerem. Jak taka szmata jak ty ma czelność z nami zadzierać?! Ze mną?! - wykrzyczał jej prosto w twarz, nie wiedząc nawet, że jej serce rozpada się właśnie na miliony obolałych kawałeczków.
Tylko nie płacz, tylko nie płacz. Nie płacz, idiotko, słyszałaś?! - powtarzała sobie w duchu, ale tym razem to nie pomagało. W jej oczach zbierał się powoli coraz więcej łez. Łez, których za wszelką cenę nie chciała pokazać Harremu. Pomyślała, żeby otrzeć je rękawem, ale natychmiast uświadomiła sobie, że chłopak na pewno by to zauważył.
- Słuchasz mnie? - syknął, wpatrując się w nią, ale ona zdawała się go nie słyszeć
Łzy w końcu zwyciężyły i przelały się na jej policzki, wyznaczając długie, czarne ślady z tuszu do rzęs. Harry otworzył szerzej oczy. Pyskata, arogancka dziewczyna, która zdawała się nienawidzić go od zawsze, właśnie się przed nim rozpłakała. Poruszał powoli ustami, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale nic nie przychodziło mu na myśl. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powiedzieć.
[t.i] wykorzystała zdziwienie Harrego i wyślizgnęła się z jego objęć. Nie oglądając się za siebie, zbiegła po schodach na najniższe piętro. Pchnęła drzwi do szatni, w której dopadła do swojej skrytki. Kiedyś, dawno temu, gdy jeden z uczniów stłukł piłką szybę w jednej z klas, schowała pod obluzowanym parapetem kilka odłamków szkła. Obiecała sobie, że zachowa je na specjalną okazję, kiedy będzie wiedziała, że nie wytrzyma w swojej skórze ani chwili dłużej i wydawało jej się, że ta chwila właśnie nastąpiła. Wiedziała, co myślą o niej inni, ale jeszcze nikt nie powiedział jej o tym w taki sposób. Choć Harry nie miał o tym pojęcia, kochała go całym swoim nastoletnim sercem, ale już dawno straciła nadzieję, że on kiedyś odwzajemni to uczucie. Czemu ktoś taki jak on, szkolna gwiazda, miałby zwrócić uwagę na kogoś takiego jak ona?
Jedną ręką podniosła obluzowany kawałek parapetu, drugą zaś wyszukała pod nim szczątków szyby. Od razu poczuła ciepłą krew, spływającą po zranionych palcach, szukających na oślep ostrych przedmiotów, ale to jej nie wystarczyło. Podciągnęła wysoko rękaw starej, sportowej bluzy i przytknęła szkło do skóry, na którą zaraz wylały się wąskie strumyki ciepłej cieczy. Zacisnęła mocniej wargi i wykonała jeszcze kilka głębokich zacięć.
- Tu jesteś, szukałem cię wszę... Co ty do cholery robisz?! - znienawidzony głos sprawił, że natychmiast wypuściła z rąk kawałek szkła, które upadło z brzdękiem na kafelki
Harry podbiegł do niej i uniósł delikatnie jej przedramię, na którym widniał świeżo wyryty napis perfect.
- Ale... dlaczego? - powiedział łamiącym się głosem, nadal przypatrując się uważnie ranom
[t.i] westchnęła.
- Dzięki tobie - szepnęła
- J-jak to dzięki mnie?
- Może bardziej by pasowało: przez ciebie? - wzruszyła ramionami
- Naprawdę? - spojrzał jej głęboko w oczy, ale ona natychmiast odwróciła wzrok. Nie wybaczyła sobie, że dała się znaleźć w takim stanie - Nawet nie wiem, jak mam ci...
[t.i] nie wytrzymała. Wyrwała rękę z uścisku Harrego i gwałtownie wstała z podłogi, cały czas mierząc go pełnym nienawiści wzrokiem.
- Ja cię kocham, nie zauważyłeś tego? - nie panowała nad emocjami - Tak, kocham największego chuja jakiego dane było mi poznać, ale ten chuj wciąż mnie poniża, żeby pokazać innym, jaki jest fajny!
Harry po raz kolejny tego dnia spojrzał na nią, jakby zobaczył zupełnie inną osobę.
- Wcale nie chciałem niczego pokazać! Myślałem, że to ty jesteś ,,ta zła”, wszyscy tak myśleli - [t.i] spojrzała na niego z niedowierzaniem - Zastanów się, przecież wciąż pyskujesz nauczycielom, potrafisz się nieźle odgryźć, no i jest jeszcze to - ściągnął mi bluzę, odkrywając niewidoczne dotąd tatuaże na ramionach
- Skąd o nich wiesz? - przeraziła się, ponieważ do tej pory uważała je za swój sekret
Harry wzruszył ramionami, ale zaraz spojrzał się znowu w oczy [t.i] z nieznaną jej dotąd czułością.
- A jeśli ten chuj też kocha tą dziewczynę, tylko nie przyznawał się, bo się jej bał?
- Kochasz mnie? - [t.i] nie dowierzała własnym uszom
Harry pokiwał głową, poczym wpił się zachłannie w usta [t.i].
------------------------------------------------------------------------------------------
via.Jakaś stronka na fb...
ŚWIETNY!!!! KOCHAM!!!!!
/ZmalikowanaForever<3
piątek, 2 sierpnia 2013
:D
Włączcie sobie Moments ... Lepszy nastrój :D < klik >
- Ja ( t.i ) )( t.n ) biorę sobie ciebie Haroldzie Edwardzie Styles za męża. I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci.- Moje emocje wzięły górę, łzy kreśliły już mokre ślady na moich policzkach. Popatrzyłam na mojego wybranka ... Uśmiechał się jak nigdy .. Był szczęśliwy. Przy jego twarzy znalazł się czarny mikrofon. Na soli zagościła cisza.
- Ja .... - Jego głos drżał - Ja Harold Edward Styles, biorę sobie ciebie ( t.i )( t.n ) za żonę. I ślubuję ci miłość wierność i uczciwość małżeńską, oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci. - Ostatnie słowa wypowiedział bardziej ściskając moją dłoń.
- Ogłaszam was mężem i żoną - Usłyszeliśmy głos księdza - Możesz pocałować pannę młodą .. - Zwrócił się do chłopaka. Ostatnie co widziałam w tej chwili to zbliżającą się twarz potem czułam już tylko jego usta na swoich. Po kościele rozniosły się gromkie brawa. Uśmiechnięci oderwaliśmy się od siebie i razem pobiegliśmy w stronę wyjścia. Jak tylko znalazłam się na świeżym powietrzu, poczułam coś zimnego co uderzało w moje nagie ramiona były to monety. Zaśmiałam się widząc że Lou i El zamiast rzucać pensami chcą rzucać funtami, niestety nie wychodziło im to. Skarciłam ich wzrokiem. Podeszli do nas jako pierwsi.
- Nie czepiaj się, nie mieliśmy gdzie rozmienić - zaśmiała się przytulając mnie.
- Myślałam że to ja pierwszy się chajtnę a tu taka niespodzianka .... Szczęścia lokaty - zaśmiał się Lou przytulając przyjaciela. - Dbaj o nią, (t.i) to skarb! - Zachichotaliśmy we czwórkę.
- Nie przesadzaj ... - na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- A i jak by jakieś spięcie z Edwardem to wiesz gdzie mnie szukać - Przytulił mnie.
- Miejmy nadzieję że na razie nie będzie żadnych spięć - Uśmiechnęłam się.
- Ale jak by co to wiesz ... - Spojrzał na Hazze a potem na mnie.
- Lou do rzeczy! - El go pogania.
- No dobra .... Dzieciaki w prezencie od naszej dwójki otrzymujecie 3 tygodniowe wakacje na Hawajach - Uśmiechną się wręczając nam kopertę.- Wiem że Harry ma inne plany co do NOCY POŚLUBNEJ i miesiąca miodowego, więc bilety są na 2 tygodnie po waszym powrocie.
- Jejku dzięki - Ucałowałam ich dwójkę w policzek.
- Nie ma za co ... Wyszalejcie się ... To wasz czas państwo Styles -Zaśmiała się przytulając mnie a potem mojego męża.
- Jak to pięknie brzmi ( t.i ) Styles ... Nareszcie jesteś moja .. I tylko maja ... - Tym razem to Harold mnie do siebie przycisną. Po złożeniu życzeń i wręczeniu prezentów przez wszystkich gości, udaliśmy się do restauracji gdzie miało odbyć się przyjęcie. Prawie całą noc przetańczyłam z moim cudownym mężem. Od czasu do czasu porywali mnie chłopcy np. taki Zayn czy Niall, którzy po 12 byli już naprawdę mocno wstawieni. Około godziny 3 nad ranem. Wraz z Harrym i resztą gości wyszliśmy na zewnątrz gdzie odbywał się pokaz fajerwerek specjalnie dla młodej pary. 30 minut później siedziałam z loczkiem w limuzynie. Szofer zawiózł nas na lotnisko. Stąd mieliśmy polecieć w to " tajemnicze " miejsce które Styles wybrał na miesiąc miodowy. Zdążyliśmy się jeszcze przebrać i wsiedliśmy do prywatnego samolotu chłopaków. Nasze walizki o dziwo już tam się znajdowały. Lot zajął nam ok 7-8 godzin, Nie pamiętam dokładnie bo zasnęłam. Tym tajemniczym miejscem okazała się być Majorka. Gdy znaleźliśmy się tylko w hotelu pierwsze co zrobiłam to długa kąpiel. Po wyjściu z łazienki podążyłam w stronę tarasu by pooddychać świeżym morskim powietrzem. Obserwowałam zachodzące słońce, gdy poczułam na swoich biodrach zimne dłonie, a na szyi miękkie usta. Wplotłam swoją jedną dłoń w jego włosy.
- Ślicznie tu .....
- Yhym - nie przerywał pieszczenia mojej skóry.
- Mamy blisko do morza ....
- Yhym ... - Oparł brodę o moje ramię, kładąc ręce na moim brzuchu.
- Jesteś moim mężem ... - Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- A ty moją cudowną żoną ... - Szepną całując płatek mojego ucha.
- Będziemy odcięci od tamtego świata przez miesiąc ...
- Yhym - Znowu zaczął pieścić moją szyję.
- Przeżyjesz to jakoś ??? Bez fanów, chłopaków, koncertów ...- Zaśmiałam się
- Wystarczy że jesteś przy mnie a wszystko inne się nie liczy .... - Wsuną swoje zimne dłonie za linie mojego topu co wywołało u mnie dreszcze.
- A .....
- Ciiiii - Odwrócił mnie tak że teraz staliśmy twarzą w twarz. Złączył nasze usta. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju przenosząc przez próg. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Delikatnie ułożył mnie na łóżku, położył się na mnie. Nieustannie całował moje usta. Pozbawił mnie koszulki ... Po jakimś czasie i on nie miał górnej części garderoby .......
* 3 lata później *
- Gdzie są te świeczki ?! - Spojrzałam na mojego męża który nie mógł sobie znaleźć miejsca. Dziś nasza córeczka kończy 2 latka. Harry chce żeby wszystko było perfekcyjne. Przygotowywał i planował to przyjęcie już od dobrych paru miesięcy wraz z chłopakami.
- Leżą w kuchni - zaśmiałam się podchodząc do ukochanego. - Spokojnie ... - Ucałowałam jego usta i wtuliłam się w tors.
- To urodziny Darcy musi wszystko grać ... Nic nie może się spieprzyć.
- Harry! Kochanie ogarnij się bo jak na razie ty wszystko komplikujesz. Nie martw się wszystko już jest.
- Jesteś tego pewna ??? A świeczki ??? Gdzie są te cholerne świeczki.
- W kuchni, mówiłam ...
- A gdzie jest Darcy ??? Gdzie jest moja córeczka ?!?!?
- Styles mała śpi więc z łaski swojej pół tonu ciszej ...
- Ja się po prostu denerwuję ...
- Zauważyłam wariacie .. - Zaśmiała się ponownie go przytulając - Mała będzie szczęśliwa .. Zobaczysz ... Jesteś świetnym tatusiem ... - Ucałowałam jego policzek.
- Nie wyrobię gdzie są te świeczki ... - Wyrwał się z moich objęć i zn zaczął latać po całym pokoju jak poparzony. Oparłam się o futrynę i zaczęłam cicho chichotać. Nigdy nie pomyślała bym że na swojej drodze spotkam tak zakręconego chłopaka, który sprawi że będę najszczęśliwszą osobą na tej ziemi. A jednak stało się jestem panią Styles mam śliczną córeczkę, zwariowanych przyjaciół i co najważniejsza cudownego i opiekuńczego męża.
_________________________________________________________
Nie jest mój, pewnie Mrs. Malik już go czytała. Jest przecudowny. Poryczałam się normalnie...
Link do oryginału: http://blogo1daga.blogspot.com/2013/05/imagin-z-harrym_19.html
/ZmalikowanaForever<3
- Ja ( t.i ) )( t.n ) biorę sobie ciebie Haroldzie Edwardzie Styles za męża. I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci.- Moje emocje wzięły górę, łzy kreśliły już mokre ślady na moich policzkach. Popatrzyłam na mojego wybranka ... Uśmiechał się jak nigdy .. Był szczęśliwy. Przy jego twarzy znalazł się czarny mikrofon. Na soli zagościła cisza.
- Ja .... - Jego głos drżał - Ja Harold Edward Styles, biorę sobie ciebie ( t.i )( t.n ) za żonę. I ślubuję ci miłość wierność i uczciwość małżeńską, oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci. - Ostatnie słowa wypowiedział bardziej ściskając moją dłoń.
- Ogłaszam was mężem i żoną - Usłyszeliśmy głos księdza - Możesz pocałować pannę młodą .. - Zwrócił się do chłopaka. Ostatnie co widziałam w tej chwili to zbliżającą się twarz potem czułam już tylko jego usta na swoich. Po kościele rozniosły się gromkie brawa. Uśmiechnięci oderwaliśmy się od siebie i razem pobiegliśmy w stronę wyjścia. Jak tylko znalazłam się na świeżym powietrzu, poczułam coś zimnego co uderzało w moje nagie ramiona były to monety. Zaśmiałam się widząc że Lou i El zamiast rzucać pensami chcą rzucać funtami, niestety nie wychodziło im to. Skarciłam ich wzrokiem. Podeszli do nas jako pierwsi.
- Nie czepiaj się, nie mieliśmy gdzie rozmienić - zaśmiała się przytulając mnie.
- Myślałam że to ja pierwszy się chajtnę a tu taka niespodzianka .... Szczęścia lokaty - zaśmiał się Lou przytulając przyjaciela. - Dbaj o nią, (t.i) to skarb! - Zachichotaliśmy we czwórkę.
- Nie przesadzaj ... - na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- A i jak by jakieś spięcie z Edwardem to wiesz gdzie mnie szukać - Przytulił mnie.
- Miejmy nadzieję że na razie nie będzie żadnych spięć - Uśmiechnęłam się.
- Ale jak by co to wiesz ... - Spojrzał na Hazze a potem na mnie.
- Lou do rzeczy! - El go pogania.
- No dobra .... Dzieciaki w prezencie od naszej dwójki otrzymujecie 3 tygodniowe wakacje na Hawajach - Uśmiechną się wręczając nam kopertę.- Wiem że Harry ma inne plany co do NOCY POŚLUBNEJ i miesiąca miodowego, więc bilety są na 2 tygodnie po waszym powrocie.
- Jejku dzięki - Ucałowałam ich dwójkę w policzek.
- Nie ma za co ... Wyszalejcie się ... To wasz czas państwo Styles -Zaśmiała się przytulając mnie a potem mojego męża.
- Jak to pięknie brzmi ( t.i ) Styles ... Nareszcie jesteś moja .. I tylko maja ... - Tym razem to Harold mnie do siebie przycisną. Po złożeniu życzeń i wręczeniu prezentów przez wszystkich gości, udaliśmy się do restauracji gdzie miało odbyć się przyjęcie. Prawie całą noc przetańczyłam z moim cudownym mężem. Od czasu do czasu porywali mnie chłopcy np. taki Zayn czy Niall, którzy po 12 byli już naprawdę mocno wstawieni. Około godziny 3 nad ranem. Wraz z Harrym i resztą gości wyszliśmy na zewnątrz gdzie odbywał się pokaz fajerwerek specjalnie dla młodej pary. 30 minut później siedziałam z loczkiem w limuzynie. Szofer zawiózł nas na lotnisko. Stąd mieliśmy polecieć w to " tajemnicze " miejsce które Styles wybrał na miesiąc miodowy. Zdążyliśmy się jeszcze przebrać i wsiedliśmy do prywatnego samolotu chłopaków. Nasze walizki o dziwo już tam się znajdowały. Lot zajął nam ok 7-8 godzin, Nie pamiętam dokładnie bo zasnęłam. Tym tajemniczym miejscem okazała się być Majorka. Gdy znaleźliśmy się tylko w hotelu pierwsze co zrobiłam to długa kąpiel. Po wyjściu z łazienki podążyłam w stronę tarasu by pooddychać świeżym morskim powietrzem. Obserwowałam zachodzące słońce, gdy poczułam na swoich biodrach zimne dłonie, a na szyi miękkie usta. Wplotłam swoją jedną dłoń w jego włosy.
- Ślicznie tu .....
- Yhym - nie przerywał pieszczenia mojej skóry.
- Mamy blisko do morza ....
- Yhym ... - Oparł brodę o moje ramię, kładąc ręce na moim brzuchu.
- Jesteś moim mężem ... - Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- A ty moją cudowną żoną ... - Szepną całując płatek mojego ucha.
- Będziemy odcięci od tamtego świata przez miesiąc ...
- Yhym - Znowu zaczął pieścić moją szyję.
- Przeżyjesz to jakoś ??? Bez fanów, chłopaków, koncertów ...- Zaśmiałam się
- Wystarczy że jesteś przy mnie a wszystko inne się nie liczy .... - Wsuną swoje zimne dłonie za linie mojego topu co wywołało u mnie dreszcze.
- A .....
- Ciiiii - Odwrócił mnie tak że teraz staliśmy twarzą w twarz. Złączył nasze usta. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju przenosząc przez próg. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Delikatnie ułożył mnie na łóżku, położył się na mnie. Nieustannie całował moje usta. Pozbawił mnie koszulki ... Po jakimś czasie i on nie miał górnej części garderoby .......
* 3 lata później *
- Gdzie są te świeczki ?! - Spojrzałam na mojego męża który nie mógł sobie znaleźć miejsca. Dziś nasza córeczka kończy 2 latka. Harry chce żeby wszystko było perfekcyjne. Przygotowywał i planował to przyjęcie już od dobrych paru miesięcy wraz z chłopakami.
- Leżą w kuchni - zaśmiałam się podchodząc do ukochanego. - Spokojnie ... - Ucałowałam jego usta i wtuliłam się w tors.
- To urodziny Darcy musi wszystko grać ... Nic nie może się spieprzyć.
- Harry! Kochanie ogarnij się bo jak na razie ty wszystko komplikujesz. Nie martw się wszystko już jest.
- Jesteś tego pewna ??? A świeczki ??? Gdzie są te cholerne świeczki.
- W kuchni, mówiłam ...
- A gdzie jest Darcy ??? Gdzie jest moja córeczka ?!?!?
- Styles mała śpi więc z łaski swojej pół tonu ciszej ...
- Ja się po prostu denerwuję ...
- Zauważyłam wariacie .. - Zaśmiała się ponownie go przytulając - Mała będzie szczęśliwa .. Zobaczysz ... Jesteś świetnym tatusiem ... - Ucałowałam jego policzek.
- Nie wyrobię gdzie są te świeczki ... - Wyrwał się z moich objęć i zn zaczął latać po całym pokoju jak poparzony. Oparłam się o futrynę i zaczęłam cicho chichotać. Nigdy nie pomyślała bym że na swojej drodze spotkam tak zakręconego chłopaka, który sprawi że będę najszczęśliwszą osobą na tej ziemi. A jednak stało się jestem panią Styles mam śliczną córeczkę, zwariowanych przyjaciół i co najważniejsza cudownego i opiekuńczego męża.
_________________________________________________________
Nie jest mój, pewnie Mrs. Malik już go czytała. Jest przecudowny. Poryczałam się normalnie...
Link do oryginału: http://blogo1daga.blogspot.com/2013/05/imagin-z-harrym_19.html
/ZmalikowanaForever<3
czwartek, 1 sierpnia 2013
Imagin ZM
Imagin z: Niall
__________________________________________
Delikatny zapach pomarańczy wraz z cieplutkimi małymi kropelkami znalazł miejsce na twoim karku.
Delikatne wzdrygnięcie. Ze starannie ułożonych włosów w grubego koka lekko opadały tam kosmyki brązowych włosów , z nieziemskimi niebieskimi pasemkami. Przepraszam, turkusowy.
Często je mylę... Ale cóż... za to miałaś niebiesko-czarną bluzę, rozmiar za dużą na ciebie.
Było Ci w niej niezwykle ciepło... twoje ulubione, białe rurki znalazły się na odbiciu w lustrze.
Dziwne.. w lustrze stała niewiarygodnie piękna dziewczyna, z uśmiechem na twarzy... pogodna.
Przed lustrem osoba udająca , że nie czuje bólu, strachu .. gniewu i nienawiści.
Udaje, że wie, co to szczęście. Jednak nigdy praktycznie tego nie doznała.
Ta osoba usiadła.. Wzięła do ręki ołówek.. kartkę..
Staranne kreski pojawiły się na niej.
Na kartce malowała się samotność , wyrozumiałość , ale i szczypta szczęścia.
W rzeczywistości, miało to być zauroczeniem widoku , bólu... pragnienia.
Twoje oczy zalśniły powodzeniem. Odłożyłaś kartkę na bok. Lekko zaszurałaś kieszenią..
Chwilę potem usłyszałaś głos w słuchawce.
Rozumieliście się bez słów. Jeden sygnał wystarczył. Będzie u ciebie za pięć minut.
Zjawił się punktualnie. Usłyszałaś pisk opon za oknem.
Jak dobrze znów było poczuć jego zapach, dotyk.. znów zanurzyć się w jego morskich oczach..
Dotknąć jego nienaturalnie blond włosów...
Chłopak złapał Cię w talii. Twoje kąciki ust były już podniesione.
Spojrzałaś w górę. Teraz wyczytałaś z jego oczu zaciekawienie.. chęć usłyszenia tego , o czym myślisz.
Siedliście w przed-pokoju.
Poczułaś ulgę. Cały dzień byłaś na nogach, pracowałaś.
Poczułaś jak siada koło ciebie. Nie musiał pytać , co się stało.
Od razu zaczęłaś mówić, bez popędzania.
Wyżaliłaś się ze swoich wszystkich problemów..
Zrozumiał. Ale nie skończyłaś.
Jednak nie mogłaś mu tego powiedzieć dziś. Bałaś się odrzucenia.
Przytulił Cię. Poczułaś coś. I to nie byle co. Poczułaś pożądanie, jak i bezradność, i kolejny raz.. smutek..
Zauważył pojedynczą kroplę łzy, która momentalnie znalazła się na twoim policzku.
Jego oczy mówiły same za siebie. Domagał się wyjaśnień. Ale także lśniła tam i troska..
Lecz coś jeszcze.. ale tego nie mogłaś rozszyfrować od dłuższego czasu.
Lśni to tam od dawna... lecz na próżno zajmowałaś sobie tym głowę......
Poczułaś, że musisz. Że to jednak teraz..
Wyznałaś mu, co czujesz. spuściłaś wzrok. Następnie potok łez zlatywał z twoich policzków na poduszkę koło ciebie. Bałaś się reakcji. Odrzucenia. Że zepsułaś waszą przyjaźń.. że zepsułaś tę więź, która była między wami.
Poczułaś , jak delikatnie łapie cię jedną ręką za biodro, drugą podnosi twoją twarz.
Byłaś cała mokra.
Jego oczy lśniły teraz mocno...
Uśmiechał się. Ach, ten jego szczery uśmiech. Odwzajemniłaś go. Sama nie wiesz czemu.
Odruchowo.
Domyśliłaś się, co od dłuższego czasu skrywał w sobie chłopak.
Poczułaś, jak napiera na Ciebie ciałem, po czym złącza was w pocałunku.
Jak długo czekałaś na tę chwilę...
Teraz wierzyłaś, że marzenia się spełniają. Sama byłaś na to najlepszym dowodem.
To jest tak nierealne. Niall Horan... odwzajemnia twoje uczucie...
Na samą myśl masz motyle w brzuchu..
Poczułaś jego głowę na swoim ramieniu. Po raz pierwszy od bardzo dawna, poczułaś, że jest coś, dla czego warto jeszcze żyć.
-Kocham Cię, [T.I] - wyszeptał Niall.
---------------------------------------------------------------
Samoocena dobra.
/ZmalikowanaForever<3
__________________________________________
Delikatny zapach pomarańczy wraz z cieplutkimi małymi kropelkami znalazł miejsce na twoim karku.
Delikatne wzdrygnięcie. Ze starannie ułożonych włosów w grubego koka lekko opadały tam kosmyki brązowych włosów , z nieziemskimi niebieskimi pasemkami. Przepraszam, turkusowy.
Często je mylę... Ale cóż... za to miałaś niebiesko-czarną bluzę, rozmiar za dużą na ciebie.
Było Ci w niej niezwykle ciepło... twoje ulubione, białe rurki znalazły się na odbiciu w lustrze.
Dziwne.. w lustrze stała niewiarygodnie piękna dziewczyna, z uśmiechem na twarzy... pogodna.
Przed lustrem osoba udająca , że nie czuje bólu, strachu .. gniewu i nienawiści.
Udaje, że wie, co to szczęście. Jednak nigdy praktycznie tego nie doznała.
Ta osoba usiadła.. Wzięła do ręki ołówek.. kartkę..
Staranne kreski pojawiły się na niej.
Na kartce malowała się samotność , wyrozumiałość , ale i szczypta szczęścia.
W rzeczywistości, miało to być zauroczeniem widoku , bólu... pragnienia.
Twoje oczy zalśniły powodzeniem. Odłożyłaś kartkę na bok. Lekko zaszurałaś kieszenią..
Chwilę potem usłyszałaś głos w słuchawce.
Rozumieliście się bez słów. Jeden sygnał wystarczył. Będzie u ciebie za pięć minut.
Zjawił się punktualnie. Usłyszałaś pisk opon za oknem.
Jak dobrze znów było poczuć jego zapach, dotyk.. znów zanurzyć się w jego morskich oczach..
Dotknąć jego nienaturalnie blond włosów...
Chłopak złapał Cię w talii. Twoje kąciki ust były już podniesione.
Spojrzałaś w górę. Teraz wyczytałaś z jego oczu zaciekawienie.. chęć usłyszenia tego , o czym myślisz.
Siedliście w przed-pokoju.
Poczułaś ulgę. Cały dzień byłaś na nogach, pracowałaś.
Poczułaś jak siada koło ciebie. Nie musiał pytać , co się stało.
Od razu zaczęłaś mówić, bez popędzania.
Wyżaliłaś się ze swoich wszystkich problemów..
Zrozumiał. Ale nie skończyłaś.
Jednak nie mogłaś mu tego powiedzieć dziś. Bałaś się odrzucenia.
Przytulił Cię. Poczułaś coś. I to nie byle co. Poczułaś pożądanie, jak i bezradność, i kolejny raz.. smutek..
Zauważył pojedynczą kroplę łzy, która momentalnie znalazła się na twoim policzku.
Jego oczy mówiły same za siebie. Domagał się wyjaśnień. Ale także lśniła tam i troska..
Lecz coś jeszcze.. ale tego nie mogłaś rozszyfrować od dłuższego czasu.
Lśni to tam od dawna... lecz na próżno zajmowałaś sobie tym głowę......
Poczułaś, że musisz. Że to jednak teraz..
Wyznałaś mu, co czujesz. spuściłaś wzrok. Następnie potok łez zlatywał z twoich policzków na poduszkę koło ciebie. Bałaś się reakcji. Odrzucenia. Że zepsułaś waszą przyjaźń.. że zepsułaś tę więź, która była między wami.
Poczułaś , jak delikatnie łapie cię jedną ręką za biodro, drugą podnosi twoją twarz.
Byłaś cała mokra.
Jego oczy lśniły teraz mocno...
Uśmiechał się. Ach, ten jego szczery uśmiech. Odwzajemniłaś go. Sama nie wiesz czemu.
Odruchowo.
Domyśliłaś się, co od dłuższego czasu skrywał w sobie chłopak.
Poczułaś, jak napiera na Ciebie ciałem, po czym złącza was w pocałunku.
Jak długo czekałaś na tę chwilę...
Teraz wierzyłaś, że marzenia się spełniają. Sama byłaś na to najlepszym dowodem.
To jest tak nierealne. Niall Horan... odwzajemnia twoje uczucie...
Na samą myśl masz motyle w brzuchu..
Poczułaś jego głowę na swoim ramieniu. Po raz pierwszy od bardzo dawna, poczułaś, że jest coś, dla czego warto jeszcze żyć.
-Kocham Cię, [T.I] - wyszeptał Niall.
---------------------------------------------------------------
Samoocena dobra.
/ZmalikowanaForever<3
piątek, 26 lipca 2013
Podziękowania od Mrs. Malik ;x
Hej! Dzięki, to już 400 wyświetleń .. Awwww, kocham was ♥ ;3
Mrs. Malik
Mrs. Malik
Subskrybuj:
Posty (Atom)
